Moją przygodę z hodowlą kiełków rozpoczęłam kilka lat temu, poczytałam co i jak, zakupiłam popularny plastikowy model kiełkownicy… i poniosłam klęskę. Choć nie zniechęciłam się po pierwszej porażce, to kolejne próby skończyły się brakiem oczekiwanych rezultatów. W końcu kiełkownica poszła w zapomnienie, a ja wzięłam duży słoik, kawałek gazy, gumkę recepturkę, ażurową podstawkę pod garnek, paczkę nasion na kiełki i odniosłam sukces już za pierwszym podejściem. Jeżeli macie ochotę na prawdziwą bombę witaminową wprost ze słoika skorzystajcie z instrukcji poniżej.

Małą paczkę nasion na kiełki (ważne by miały one wysoką zdolność kiełkowania- nie powinny być stare i źle przechowywane) płuczę na sitku, wsypuję do czystego słoika, zalewam zimną wodą i odstawiam na noc. Rano znowu płuczę nasiona na sitku, przesypuję z powrotem do słoika oraz zabezpieczam otwór kawałkiem gazy przymocowanym za pomocą gumki recepturki.
Tak przygotowany słoik stawiam do góry dnem na ażurowej podstawce w zacienionym kącie kuchennego blatu.
Co kilka godzin, około trzy razy na dobę kiełki płuczę wlewając przez gazę do słoika zimną wodę, aby się jej pozbyć przytrzymując gazę mocno chwytam rant słoika i lekko potrząsając słoikiem wylewam wodę , następnie odstawiam słoik do góry dnem na podstawkę.
Postępuję tak codziennie przez kolejne 3-4 dni. Nie kiełkuję dłużej niż 8 dni, bo po tym czasie zaczynają zachodzić procesy fotosyntezy a wartość odżywcza kiełków spada.
Po 3-4 dniach płuczę wyrośnięte kiełki na sitku, przesypuję do dużej miski i zalewam wodą, a następnie łyżką cedzakową zbieram z powierzchni łupinki nasion.
Tak oczyszczone kiełki odcedzam na sitku, zamykam w pudełku i chowam do lodówki. Przed spożyciem przepłukuję na sitku, dbam by nie spleśniały. Zjadam w ciągu dwóch dni na kanapkach lub w sałatkach.
Kiełki rzodkiewki i lucerny rosną jak szalone i zawsze się udają, kiełki fasolki mung również. Kiełki ze słonecznika bywają problematyczne 😉


